Z życia kibica

Po godzinach
po godzinach
02.07.2021
04:00

W drodze na mecz reprezentacji

Dziś gościem cyklu #Ludzie ANG po godzinach jest ekspert finansowy – Tomasz Szlachta, który ma niezłego bzika na punkcie piłki nożnej.

IMG_4001.jpg

Sam mówisz o sobie, że jesteś trochę wariatem kibicowskim. Co o tym „wariactwie” świadczy?

Niedawno wróciłem z meczu Polska - Hiszpania z Sewilli z EURO 2020, jak zwykle nie obeszło się bez przeszkód i przeciwności losu. Mam kilka takich ciekawych "wypadów" na mecze na swoim koncie ;) Głównie chodzi oczywiście o reprezentację.

Na jakich meczach reprezentacji byleś?

Może tak w skrócie, bo było trochę tego, ale z najważniejszych:

  • wyjazd w 2013 roku na Wembley mecz Anglia - Polska eliminacje Mistrzostw Świata 2014, mecz przegrany 2:0.
3 (003).jpg

  • zaliczone wszystkie „domowe” mecze reprezentacji Polski w eliminacjach do EURO 2016 (między innymi zwycięstwo z Niemcami 2:0 na Stadionie Narodowym). Tu na mecze zabierałem zawsze młodszego brata, który interesuje się piłką.
IMG_5593.JPG

  • 2 mecze EURO 2016 we Francji, Polska - Niemcy w Paryżu. Podróż autokarem ponad 30h w trasie, gdzie w nocy przed wyjazdem złapała mnie jelitówka... ale nie odpuściłem. Później mecz ćwierćfinałowy w Marsylii z Portugalią, niestety przegrany w rzutach karnych, gdzie wybrałem się autem jako kierowca 2200 km z krótkim postojem na spanie około 4h.

Był też mecz, na który wybrałem się z naszym centralowym kolegą Grzesiem Pacukiem zaraz po walnym zgromadzeniu w 2017 roku. Zadanie też nie było łatwe, bo zrobiliśmy wtedy sporo kilomnetrów autem, ponieważ decyzja o wybraniu na mecz zapadła dosyć spontanicznie.

IMG_5167.JPG

Czy jest jakiś wyjazd, który szczególnie dał Ci się we znaki? Dlaczego?

Ostatni pandemiczny wyjazd do Sewilli na mecz Polska – Hiszpania. Wszystko zaczęło się od tego, że mecz nałożył się na termin rodzinnego wyjazdu nad morze. Żona była oczywiście nie do końca szczęśliwa, że zostawię ją na 2 dni podczas urlopu, ale udało mi się ją przekonać. Utrudnienia były już od samego początku, bo zamiast bezpośrednio lecieć z Warszawy, musiałem kombinować jakieś dogodne połączenie z okolic Grzybowa (Kołobrzegu). Padło na połączenie Szczecin - Dublin - Majorka - Sewilla i powrót Sewilla - Warszawa – Szczecin. Jako że mieszkam w Lublinie, tu też rozpoczęła się podróż... Z Lublina wyjechaliśmy autem (ja, żona i moje 3,5 letnie bliźniaki) o 01:50 w piątek nad ranem, do Grzybowa dotarliśmy przed 13:00, więc wszystko szło zgodnie z planem. Wszystko było ogarnięte, przynajmniej tak mi się wydawało. W przeddzień wyjazdu, nikt nie był w stanie konkretnie odpowiedzieć mi na pytanie czy potrzebuję zrobić test przed lotem do Dublina, więc zadzwoniłem na infolinię lotniska w Dublinie i okazało się, że jeżeli lecę z przesiadką to nie muszę mieć testu. Wiedziałem, że do Hiszpanii mnie wpuszczą, bo byłem po drugiej dawce szczepienia i minął okres 14 dni. Zostawiłem więc moich najbliższych w resorcie i udałem się na lotnisko do Szczecina (oczywiście za pomocą google mapy). Wpisałem więc lotnisko Szczecin i w drogę... Kiedy usłyszałem, że jestem u celu, okazało się, że nawigacja pokierowała mnie na lotnisko w Szczecinie, ale aeroklubu szczecińskiego. Miałem jeszcze trochę czasu, więc nie tracąc go poprosiłem grzecznie nawigacje o doprowadzenie do Portu Lotniczego w Szczecinie i już jechałem w dobrym kierunku. Na lotnisku byłem godzinę przed odlotem, więc jedną nogą już byłem w samolocie, kolejka nie za duża, ale jak przyszła moja kolej, okazało się, że muszę mieć jednak test PCR, którego nie jestem w stanie zrobić od ręki na lotnisku, bo tu robią tylko antygenowe i zaczęły się kolejne schody. Panie próbowały mnie jakoś przepchnąć rozmawiając ze zwierzchnikami, szefami itp., ja w tym czasie zadzwoniłem kolejny raz na lotnisko do Dublina, tym razem inna pani potwierdziła, że test PCR musi być (nie byłem jedyną osobą które nie wsiadła do tego samolotu, to tak przy okazji).

IMG_7631.JPG

I co było dalej, dotarłeś na mecz?

Wsiadłem sobie do auta, które zostawiłem na lotniskowym parkingu i zacząłem myśleć co dalej, przecież jest już 17:00 w piątek, samolot sobie poleciał o 16:55, mecz jest w sobotę o 21:00, połączeń z tej okolicy było mało, rozważałem już wyloty z Berlina, Poznania, Gdańska i kto tam jeszcze wie. Oczywiście nic bezpośredniego nie było, większość lotów docelowo docierało do Sewilli o 20:55 w sobotę, czyli nie ma sensu się porywać. W końcu kolega zasiadł do komputera, znalazł mi połączenie z Gdańska o 7:00 rano przez Londyn Stansted i docelowo Sewilla o 16:55. Dzięki jego uprzejmości i pomocy miałem już bilety, trzeba było tylko przedostać się do Gdańska. Wiadomo, że nie jechało mi się komfortowo, bo od czwartku od 6:00 rano nie spałem, więc na mega skupieniu przemierzałem kolejne km, a wyszło ich prawie 320, przez jakieś lasy, małe ciemne wioski, ale dałem radę. Około północy byłem na lotnisku w Gdańsku, odstawiłem samochód, około 1:00 bramki przepuściły mnie na strefę wolnocłową – to już chyba z litości, bo zazwyczaj przepuszczają około 4 godzin do odlotu, a mój był o 7:00. Znalazłem fantastyczną kanapę i udało mi się około 3h przespać. Później już było z górki... Na Stansted śniadanie, przyodzianie narodowych barw i do Sewilli. Szybka wizyta w mieszkaniu u znajomych, którzy jak się dowiedzieli, że nie wpuścili mnie do samolotu w Szczecinie ciągle wierzyli, że dotrę na mecz. Tam zostawiłem plecak i obraliśmy kierunek stadionu. Mecz, doping, zdarte gardło już w pierwszej połowie, droga powrotna do mieszkania, 3h snu, prysznic i na lotnisko.

IMG_3994.jpg

Czy w drodze powrotnej również miałeś jakieś przygody?

W drodze powrotnej nie mogłem skorzystać z lotu Warszawa – Szczecin, bo nie miało to sensu, samochód przecież był w Gdańsku, więc pierwsza myśl - pociąg... I już prawie kupiłem bilet, ale zerknąłem jeszcze na BlaBla i się okazało, że mam świetne połączenie pod samo lotnisko w Gdańsku. I tak oto w ten sposób moja podróż prawie dobiegła końca, po miło spędzonym czasie z młodą warszawską parą zakochanych pozostało mi tylko dotrzeć do resortu do kochanej żony i dzieci. Wszystko się udało, dotarłem bezpiecznie o 1:00 nad ranem i w poniedziałek miałem już żonę w objęciach.

Dziękuję za ciekawą rozmowę!

Zamknij
W celu poprawienia jakości usług korzystamy z plików cookies. Pozostając na stronie, wyrażasz zgodę na wykorzystanie tej technologii Więcej informacji