Biegnąc środkiem pustej drogi. Część II

Zmiana
25.04.2020
07:30

Piotr Mazik, historyk sztuki, przewodnik tatrzański w rozmowie z Pawłem Oksanowiczem cz. 2

O Zakopanem i Tatrach opowiada Piotr Mazik, historyk sztuki, znawca regionu tatrzańskiego, narciarz i wysokogórski przewodnik tatrzański, dając relację z najsłynniejszego polskiego górskiego kurortu.

biegiem.png

- Wspomniałeś, że uprawiasz sport, bo inaczej zachorujesz. Sądzę, że my wszyscy reagujemy na ograniczenia w poruszaniu się i społeczny dystans w sposób różny, indywidualny i sobie właściwy. Przejdźmy do życia zbiorowości w Zakopanem. Co teraz dzieje się w społecznościach, które były zorganizowane wokół ruchu turystycznego? Czy to życie rozkwita w jakimś innym wymiarze?

- Życie społeczne zamarło niemal do zera. Starając się spojrzeć z boku na to zjawisko złapałem się na myśli, że wyglądamy jakbyśmy wszyscy przeszli na emeryturę. Bez obrazy dla naszych seniorek i seniorów. Poruszamy się powoli, pozdrawiamy z daleka. Spędzamy czas w domu, ewentualnie leżymy na tarasach w przepięknym słońcu i czekamy na coś. Na co? Na to, co nastąpi i tyle. Tak więc, Zakopane wygląda teraz jak wielkie sanatorium, które jest pod czyjąś opieką, albo żyje z oszczędności. A poza nami na miejscu nie ma nikogo, nie ma żadnej krzątaniny, która tu zawsze rezonowała chociażby niewielkim hałasem.

- To bardzo wyrazisty obraz, dający wiele do myślenia. Czy zauważyłeś, że niektórzy górale albo zakopiańczycy odczuwają ulgę, że nie ma turystów?

- Na początku epidemii, tuż po feriach szkolnych Zakopane nabierało oddechu, dawało swobodę mieszkańcom. Wszyscy łapaliśmy równowagę po ciężkiej pracy w sezonie zimowym. Teraz jednak trzeba odnaleźć się w czymś nieznanym, niedoświadczonym wcześniej. Dlatego nawet trudno mi o tym mówić. Ludzie nie spotykają się, nie wymieniają doświadczeń, opinii. Gdybym miał opisać to jednym słowem to „czekanie” byłoby wciąż najlepsze.

- Widziałem zdjęcie w jednym z portali internetowych, gdy łanie szły Krupówkami. Czy są to codzienne obrazki? Czy to był przypadek?

- Tak, to są codzienne obrazki. W Zakopanem kolejne bariery pomiędzy cywilizacją, a naturą były przekraczane już wcześniej. Ciekawa sytuacja może nastąpić w Tatrach, bo tam podział jest dość wyraźnie zaznaczony. Zwierzęta, które urodziły się niedawno – na przykład niedźwiedzie – od początku swojego życia są uczone, że należy unikać człowieka. Jeśli widziały tłum na dnie Doliny Kościeliskiej i nad Morskim Okiem, nie pojawiały się tam. Tymczasem w tym roku tego doświadczenia będą pozbawione. To być może nic nie znaczy, ale może też zaowocować tym, że spotkań z tymi naprawdę dzikimi zwierzętami w najbliższej przyszłości będzie więcej, niż do tej pory.

- Pojawiły się w mediach informacje, że niektórzy hotelarze i właściciele pensjonatów zapraszali turystów, aby przyjechać na kwarantannę do Zakopanego. Czy rzeczywiście to było widoczne w mieście?

- Wypadałoby najpierw powiedzieć trochę o polityce – tej państwowej i miejscowej. Jeszcze w marcu pojawiały się głosy bardzo wysoko postawionych polityków, które zachęcały miejscowych do wynajmu. Tak więc, wydaje się zrozumiałe, że skoro aż do połowy marca władze zachęcały do kontynuowania biznesów, ludzie szli za ich głosem. Dopiero rządowa ustawa o pandemii uregulowała sprawę. Symptomatyczne było też to, że władze miejskie w Zakopanem początkowo zniknęły. Nie zajmowały wyraźnego stanowiska w sprawie. Ludzie działali spontanicznie.

- Czy to oznaczałoby, że nie należy się im dziwić? Nawet jeśli puszczali zbyt nonszalancko, a już ryzykownie oko do turystów, zapraszając ich na kwarantannę do Zakopanego, to mieści się to w miejscowych kategoriach jako działanie racjonalne?

- Zgadza się. Zakopane żyje z krzątaniny, czyli – z kapitalizmu, konkurencji. Ofert dla turystów jest tak dużo, że trudno wymyślić coś nowego. Mamy tu hotele, pensjonaty, agroturystykę i turystykę wysokogórską, spa, baseny, masaż tajski, kuligi i przejażdżki quadami oraz papugarnię. Mogę śmiało powiedzieć, że mamy to wszystko. Jeśli biznes ma trwać, to wyjaśnia dlaczego wciąż trzeba wymyślać i próbować czegoś nowego. Tego typu próby, o których mówisz były więc próbami zaistnienia w nowym świecie koronawirusa.

- Pozostawiając przez moment na boku okoliczności koronawirusa chciałbym, abyśmy poznali to, czym jest zakopiańszczyzna i góralszczyzna. Czym są, jak przenikają się, obserwują nawzajem, czy biorą coś z siebie?

- Trzeba zacząć od tego, że Zakopane to jedno i drugie. Bez wspomnianego połączenia nie ma tego miejsca. Jeśli przejedziemy z Zakopanego na drugą stronę Gubałówki, tam dominuje góralszczyzna. W samym mieście – jak łatwo domyślić się – zakopiańszczyzna. To chyba najprostsza, geograficzna różnica pomiędzy nimi. Dalej – Zakopane łączy się z kulturą miejską, której specyfika polega na charakterze miasta – uzdrowiska górskiego. Chodzi o kulturę wakacji, czasu wolnego, ale też rzemiosła i biznesu. Tymczasem góralszczyzna jest kulturą ludową. Takie są jej źródła. Właśnie to połączenie – miejskiej kultury kurortu i ludowości stanowi o niepowtarzalności Zakopanego.

- A nad tym wszystkim górują Tatry.

- Zgadza się.

- Czy równocześnie czerpią z nich i jedni, i drudzy?

- Różnice nie są już tak wyraźne, jak kiedyś. Tatry dla ludności góralskiej zawsze stanowiły miejsce pracy, z którego można czerpać. Dla zakopiańczyków niekoniecznie, bo Tatry to miejsce czasu wolnego, rozumianego szeroko – czas wolny łączył się i łączy z rekreacją, ale też z pracą rozumianą niekoniecznie jako praca fizyczna, raczej ze spędzaniem czasu w naturze. W tym wszystkim jest sport, kultura, rozrywka – całe bogactwo tego świata. Tymczasem Tatry w góralszczyźnie to wspomniane miejsce pracy.

- Czy dla jednych i drugich takie kulturowe zakorzenienie, wynikający z niego styl życia powodują, że można przeżywać świat w sposób bardziej stabilny, niż gdzieindziej? Czyli, to po prostu sposób na życie?

- Na pewno tak, tylko że ten sposób na życie został wykreowany dzięki spotkaniu tych dwóch kultur, o których rozmawiamy – góralskiej i zakopiańskiej. Bez ich spotkania życie tu wyglądałoby inaczej. Na przykład, wzbogacenie stroju góralskiego wynika ze spotkania górali ze światem zewnętrznym. Zaś dla zakopiańczyków, bądź dla nie-górali spotkanie górali w Tatrach wzbogaca ich świat. Pozwala lepiej zrozumieć naturę dookoła nas. Więc, bez tego spotkania wszystko co dzieje się pod Tatrami i w Tatrach byłoby o wiele uboższe.

- Czy więc góralszczyzna bądź zakopiańszczyzna pomagają przetrwać epidemię koronawirusa? Ludzie w miasteczkach, miastach i mniejszych miejscowościach w Polsce mogą czuć się potężnie zagubieni, wystraszeni utratą pracy, zdrowia – swego i swych bliskich. Czy wasze kulturowe zakorzenienie jest pancerzem?

- Na pewno silnie wiąże się z naszą tożsamością, a są to tożsamości unikatowe, w tym sensie że związane niesłychanie mocno z tym jedynym miejscem w Polsce. Myślę, że to też stanowi pewien kłopot, dlatego że świat współczesny, a szczególnie model amerykański, kreuje inny styl życia. Podpowiada – możesz realizować swoje zadania w różnych miejscach. Możesz się poruszać. Jeśli stracisz pracę w Bydgoszczy, znajdziesz podobne stanowisko w Rzeszowie, albo zagranicą. My natomiast jesteśmy związani z tym jednym, jedynym miejscem. Dlatego w czasach, w których żyjemy może to być wadą, bo z bagażem kultury, który pomaga nam żyć tutaj, wyjazd jest bardzo trudny. Czy to pomaga w koronawirusie? Obawiam się, że choroba jest demokratyczna.

- Gdy już wróciliśmy do obecnej sytuacji epidemii, jak w twoim środowisku mówi się o powrocie do normalności? Jak sądzisz – kiedy to nastąpi?

- Wszystko tak naprawdę zależy od turystów, a nie od władzy. Wydaje mi się wielce prawdopodobne, że Polacy stracą zaufanie do spędzania czasu gdzieś daleko. Na przykład trudno mi wyobrazić sobie, że najbliższe lato ktokolwiek o niehazardowym stylu życia spędzi we Włoszech. Dlatego spodziewam się odrodzenia się polskiego ruchu turystycznego już chwilę po zniesieniu obostrzeń. I wydaje mi się, że wakacje spędzane w sposób indywidualny to będzie sposób na pobyt tak samo w górach, jak i na Warmii, Mazurach, Bieszczadach, czy nad morzem. Niechęć do wyjazdów zorganizowanych i do masowego przemieszczania się zostanie w nas na długo.

- Jak może wyglądać kryzys w Zakopanem? Wprawdzie powiedziałeś, że ludzie uwolnieni od obowiązku pozostawania w domach, ruszą na krajowe wakacje, ale tak być nie musi. Co wtedy, jeśli zaufanie będzie niskie także do turystyki krajowej?

- Sądzę, że my naprawdę szybko wrócimy do tego, co było. Jedyna zmiana jaka pozostanie z nami to nieufność i dystans do bliskiej obecności kogoś obcego, świeżo poznanego. Szczególnie mnie trudno to sobie wyobrazić, bo w mojej pracy bliskość z drugim człowiekiem stanowi warunek niezbędny. Muszę komuś podać rękę, opuścić go na linie, albo pomóc mu się wspiąć. Jednak nie tylko ja, ale my wszyscy będziemy musieli ten dystans przepracować i przełamywać przy każdym spotkaniu.

- Gdy weźmiemy pod uwagę czarny scenariusz i potężne bezrobocie w kraju – na poziomie 15 procent – co będzie oznaczać zmniejszenie ruchu turystycznego w Zakopanem? Co będzie potrzebne, aby przetrwać kryzys?

- Zakopane jest w miarę bogatym miastem. Nawet jeśli część z nas ma kredyty hipoteczne, wydaje mi się, że przeżyjemy. Bardziej obawiałbym się o wszystkie małe miejscowości otaczające Zakopane: Murzasichle, Bukowinę, Białkę Tatrzańską... Tam rozpoczęto ogromne inwestycje, pod które zaciągnięto wysokie kredyty. Zakopane trwa od dobrych 200 lat, więc to te inne tatrzańskie miejscowości mogą mieć o wiele większy kłopot, niż zakopiańczycy.

- I na koniec zapytam o sferę jeszcze nie poruszaną. Wiemy już, że biegasz dla utrzymania się w stanie zdrowia, ale jak radzisz sobie psychicznie w czasie epidemii?

- Szczerze przyznam, naprawdę bez kokieterii, że czułem się w rozsypce. W ogóle, moje życie teraz układa się w sinusoidę – przeżywam zrywy sportowe i intelektualne, a potem dopadają mnie zapaści. Sądzę, że takie cykle są znane nie tylko mnie. Koronawirus przyśpieszył opadanie linii na sinusoidzie, ale teraz już mam się kim zająć – w pierwszej części rozmowy zdradziłeś, że właśnie urodził nam się syn. I zawsze pozostaje mi widok z okien. Z mojego balkonu widzę nie tylko Krupówki, ale wyżej – panoramę Tatr. Ten widok daje mi nadzieję, że za niedługo do nich wrócę.

Zamknij
W celu poprawienia jakości usług korzystamy z plików cookies. Pozostając na stronie, wyrażasz zgodę na wykorzystanie tej technologii Więcej informacji