CINEMA PANDEMISO PREZENTUJE - Noc żywych trupów

Kultura
kultura
29.05.2020
03:00

Zombie – emancypacja

Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie, jak mawia ludowe porzekadło. Skądś jednak owo zombie się w kulturze masowej wzięło. Choć źródła żywotnych zjawisk popkultury często bywają nieoczywiste albo wręcz toną w mrokach, w tym akurat przypadku datę narodzin da się wyznaczyć w miarę precyzyjnie. Rok 1968 – premiera „Nocy żywych trupów” George’a A. Romero.

Fabułę filmu da się streścić w jednej linijce: „Siedem osób uwięzionych na wiejskiej farmie próbuje odeprzeć atak rosnącej hordy nieumarłych kanibali”. Za tym lakonicznym opisem kryją się jednak hektolitry krwi, potu i łez, wylanych przez Romero, który nie tylko „Noc…” wyreżyserował i był współtwórcą scenariusza, ale również stanął za kamerą, a potem za stołem montażowym. Budżet, jakim dysponował, był gorzej niż podły. Aktorzy i statyści przynosili na plan własne ubrania. Mięso (a właściwie pieczona szynka), którym widowiskowo obżerają się zombie, zostało dostarczone przez członka ekipy, z zawodu właściciela sieci masarni, prywatnie – wielkiego admiratora sztuki filmowej. Wiejski domek, systematycznie demolowany wraz z postępem akcji, został przeznaczony do rozbiórki, więc wszystkie zniszczenia były w nim nie tyle dopuszczalne, co wręcz mile widziane. A film z braku funduszy trzeba było nakręcić na taśmie czarno-białej zamiast kolorowej.

Ostateczny efekt powyższych wysiłków wywołał skandal i to na kilku poziomach. Po pierwsze – głównym, pozytywnym bohaterem filmu jest Afroamerykanin. W 1968, czyli roku zabójstwa Martina Luthera Kinga Jr., taki casting potraktowano niemal jak deklarację polityczną. W dodatku wcielający się w postać Bena Duane Jones pochodził z inteligenckiej rodziny i był doskonale wykształconym człowiekiem (m.in. studiował na Sorbonie w Paryżu), więc kontrast pomiędzy jego przemyślaną, pełną klasy postawą a zwyczajowym wizerunkiem nierozgarniętych i nieobytych „czarnych” w ówczesnym kinie, robił wręcz szokujące wrażenie. Po drugie – film Romero okazał się, nawet jak na warunki horroru, dziełem niesłychanie brutalnym i krwawym. We wspomnieniach widzów, którzy oglądali wówczas „Noc żywych trupów” na dużym ekranie, powracają obrazy „grobowego milczenia, które zalegało na widowni” i „stuporu, w jaki popadała publiczność”. Po trzecie wreszcie – film Romero okazał się na tyle sugestywny, że wraz z jego premierą w kulturze masowej na dobre zagościła figura zombie – osoby, która pod wpływem czynnika zewnętrznego, np. ugryzienia, czy wirusa, przekształca się w pozbawionego świadomości, żywiącego się ludzkim mięsem nieumarłego. Wcześniej zombie w kulturze i popkulturze ściśle wiązano z haitańskim kultem voodoo.

„Noc żywych trupów” to dzisiaj klasyk nad klasykami – film doczekał się pięciu kontynuacji, w których maczał palce sam Romero, oraz niezliczonej ilości remake’ów i nawiązań. Ostatecznie zaś w 1999 roku wpisano go na listę Biblioteki Kongresu USA, zawierającej największe arcydzieła kinematografii. Obecnie „Noc żywych trupów” należy do domeny publicznej i można ją legalnie i bezpłatnie pobrać z internetu.


s-l300.jpg


Noc żywych trupów (Night of the Living Dead) (1968)
reż. George A. Romero
USA

Zamknij
W celu poprawienia jakości usług korzystamy z plików cookies. Pozostając na stronie, wyrażasz zgodę na wykorzystanie tej technologii Więcej informacji